Notkę dedykuję wszystkim warszawskim samorządowcom rozpoczynającym nową kadencję.

„Wiosną 1920 roku Dmitrij Sokratowicz zachorował na dur brzuszny. Nie posiadał pieniędzy na lekarstwa; lecz aptekarz, który okazał się być Polakiem, z uwagi na pamięć po szacownym prezydencie Warszawy – Sokratesie Starynkiewiczu, wszystkie lekarstwa dostarczał jego synowi bezpłatnie.”

"Весной 1920 года Дмитрий Сократович заболел брюшным тифом. Денег на лекарства не было; но аптекарь, оказавшийся поляком, в память о почитаемом бывшем президенте Варшавы Сократе Старынкевиче, отпускал все лекарства для его сына бесплатно."

Tak o swym dziadku napisała w swych wspomnieniach „Droga przez całe życie” Jewgenija Chaliezowa. Kim był wspomniany pradziad autorki, że pamięć o nim poruszała serca Polaków wiele lat po jego śmierci?


gen. Sokrates Starynkiewicz

Сократ Иванович Старинкевич urodził się w dokładnie 190 lat temu Taganrogu nad Morzem Azowskim – tam gdzie 40 lat później przyszedł na świat Anton Czechow - w rodzinie rosyjskiego nauczyciela filologii klasycznej. Ukończył Instytut Szlachecki w Moskwie po czym, jak wielu synów niezamożnej rosyjskiej szlachty, rozpoczął karierę wojskową jako oficer artylerii. W 1849 r. pod dowództwem namiestnika Królestwa Polskiego Iwana Paskiewicza brał udział w stłumieniu Rewolucji Węgierskiej a kilka lat później odznaczył się w wojnie krymskiej. W 1864 r. pełniąc służbę w odeskim okręgu wojskowym został awansowany do stopnia generała-majora. Jednak unieśmiertelnić miały go czyny, jakich dokonał po 1871 r. - po przejściu w stan spoczynku.
16 października 1875 r. został mianowany „pełniącym obowiązki” prezydenta Warszawy.


Kiedy kończył swą służbę miastu, tak pisali o nim współcześni - Bolesław Prus: "Nazwisko p. Starynkiewicza znajdzie się jeszcze i na innej, trwalszej tablicy: w pamięci społeczeństwa, które uczy się wszystkiego, a niczego nie zapomina. Niechże mi będzie wolno w imieniu tej garsteczki złożyć pierwsze podziękowania p. Starynkiewiczowi za jego pożyteczną i uczciwą pracę dla naszego miasta. Nie jest to bukiet, nie jest to sonet, ale dobre słowo od ludzi, którzy nie mają zwyczaju o nic prosić, ani zbyt częstych okazji do podziękowań"
…i Aleksander Świętochowski: "Był to człowiek czysty, do którego pokusy nawet nie śmiały się zbliżać. Był to człowiek, który nie popełnił najpoważniejszych grzechów - politycznych. Nigdy nikogo nie ukrzywdził, a wiele zrobił dobrego".