Bogdan Osadczuk (zawww.tygodnik.pl):Jego wizja polityki wschodniej wyrosła na gruncie wczesnych doświadczeń młodego piłsudczyka, zawiedzionego w początkowych nadziejach na zmianę kursu wobec mniejszości narodowych. Stąd wzięła się rezygnacja z urzędniczej kariery i wczesne obranie drogi życiowej i politycznej, zamanifestowanej w tytule pierwszego Giedroyciowego pisma w Warszawie: ,,Bunt Młodych”, przemianowanego przez dorastających młodzieńców na ,,Politykę”, która, jak mi opowiadał pan Jerzy, w 1940 roku miała się stać pismem codziennym, aby zwalczać antyukraińską politykę prawicy post-piłsudczykowskiej, endecji, Obozu Narodowo-Radykalnego, a przede wszystkim linii generała Kasprzyckiego, jednego z największych wrogów porozumienia z Ukraińcami.

Wojna Hitlera przeciw Polsce i porozumienie dwóch dyktatorów kosztem Polski i Ukrainy przekreśliły plany młodego, ambitnego reformatora. I trzeba było podziału Europy według planów Stalina, Churchilla i Roosevelta w Jałcie, aby ten już czterdziestoletni były oficer armii Andersa odważył się w atmosferze powszechnej zdrady ideałów wolności i uwielbienia ,,wyzwoleńczej” roli Armii Czerwonej powołać do życia pismo pod niepodejrzaną dla ,,jałtańczyków” nazwą ,,Kultura”.

Ale Giedroyc do spółki z Czapskim, Mieroszewskim, Hostowcem, Herlingiem- -Grudzińskim, Łobodowskim spłatał ,,jałtańczykom” figla i zrobił z ,,Kultury” pierwsze polskie i jednocześnie międzynarodowe pismo przeciwko Jałcie i jej następstwom. Podczas kiedy wszyscy oportuniści wiwatowali na cześć mądrej polityki ,,ojca i słoneczka narodów”, krwawego tyrana Stalina, a prawicowi reakcjoniści i nacjonaliści wszelkiej maści stawiali na rozpętanie ,,trzeciej wojny światowej” (pamiętne hasło: ,,jedna bomba atomowa i wrócimy znów do Lwowa”), zespół ,,Kultury” rozpoczął powolne drążenie skały stalinizmu i ładu jałtańskiego w imię społecznej ewolucji.

Był to program pokojowej rewizji podziału Europy. Podstawą tego programu było uznanie przemian terytorialno-granicznych, zarówno na zachodzie, jak i na wschodzie Polski. To właśnie ,,Kultura” piórem Mieroszewskiego rozpoczęła dzieło pojednania polsko-niemieckiego na osnowie uznania granicy na Odrze. Ale jeszcze większym wyzwaniem było uznanie status quo na wschodzie. Podjęte przez Jerzego Giedroycia wyzwanie stało się jego triumfem. Nigdy w historii nie udało się politycznym emigrantom przeforsować swoich koncepcji na rodzimym terenie. Przegrał Rosjanin Hercen, przegrał Mazzini we Włoszech. Fakt, że koncepcja rewizji polityki wschodniej Jerzego Giedroycia została przejęta przez ruch ,,Solidarności” i stała się potem treścią polityki zagranicznej Polski postkomunistycznej, jest wyjątkowy w powszechnej historii świata.

Ryszard Kapuściński (zawww.tygodnik.pl) :Nie miałem zbyt wielu okazji, by spotykać się z Jerzym Giedroyciem. Poznałem go na targach książki we Frankfurcie i wtedy odbyliśmy naszą jedyną dłuższą rozmowę. Dla mnie Giedroyc jest postacią wielką. Na trwale zapisał się w dziejach europejskiej myśli demokratycznej i antytotalitarnej. Cechował się wielkim instynktem politycznym i rozumieniem wszelkich zagrożeń dla Polski. Pochodził z kresów, rozumiał tym samym wagę dobrosąsiedzkich stosunków z naszymi wschodnimi sąsiadami i od tych stosunków uzależniał nasze bezpieczeństwo. Publikowane systematycznie w ,,Kulturze” kroniki rosyjskie, ukraińskie i białoruskie były arcyważnym źródłem informacji dla naszej opozycji demokratycznej i dla Zachodu.

Giedroyc bardzo wcześnie dostrzegł, że za wschodnią granicą rodzi się społeczeństwo obywatelskie. Myślę, że jednym z ważniejszych punktów testamentu Giedroycia powinna pozostać jego wizja polityki wschodniej. Wiedział dobrze, że na Wschodzie istnieją zagrożenia, ale był daleki od konfrontacji, pragnął kompromisu i szukał dialogu. Jak większość ludzi pochodzących z kresów, nie fascynował się Zachodem. Najważniejsza dla niego była Polska, a po niej Rosja. Byłem zdumiony jego ogromną wiedzą na tematy rosyjskie. Tę wiedzę umiał z kolei przełożyć na język działalności praktycznej. Uczynić ją żywą materią. Jego umysł nie znał odpoczynku, nie ustawał w wysiłku rozumienia i refleksji.

Jego miesięcznik poświęcony był jednak nie tylko polityce, bo przecież Giedroyc i jego środowisko pragnęli ocalić polską kulturę. To im się udało i nie powinniśmy nigdy o tym zapomnieć.

-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Jestem członkiem założycielem Związku Na Rzecz Demokracji na Białorusi (www.wolnabialorus.org). Wbrew temu, co już zapewne nasuwa się na myśl niektórym komentatorom naszego forum, nie jest to organizacja zadzierajacych nosy Polaków, którym wydaje się, że wiedzą lepiej od głupich Białorusinów co jest dla nich dobre. Jest to organizacja Białorusów, którzy w swoim kraju byli bici i sekowani za to, że żądali dla siebie i swojego narodu wolnosci i demokracji. W Polsce odnaleźli przyjaciół, którzy ich walkę podziwiają, wspierają i starają się zrozumieć.

Polityka to nie tylko cynizm. To również idee pozytywne. Ideologia władzy białoruskiej, ale również rosyjskiej, przypomina mi na dziś filozofię największego łobuza we wsi. Łobuza, który swoje postępowanie tłumaczy słabosciami innych, pali dlatego, że pali również syn młynarza, pije dlatego, że kowal to pijak, i bije wszystkich dookoła dlatego, że organista pobił kiedyś żonę. Wszystko to prawda, zapomina jednak o tym, że  wszyscy oni,  choć niedoskonali, mimo wszystko przynajmniej starają się kierować w życiu jakąś moralnością.

Czy to znaczy, że czuję się lepszy od samych Białorusinów czy Rosjan? Nic podobnego. Raczej uważam, że mają pecha do władzy, geopolityki i historii. Za to Ci, których poznałem dzięki ZDB, są dla mnie najlepszym dowodem na to, że to sytuacja tymczasowa.

Czarek Krysztopa